Drugi maraton w życiu i drugi raz ten sam
problem.
Do mniej więcej 30 km wszystko w najlepszym porządku. Później siada któraś z nóg.
Pół roku temu ból pojawił się z tyłu lewego kolana (jakby zewnętrzne ścięgno za kolanem)
Dwa dni temu - dla odmiany ból z przodu, po zewnętrznej stronie prawego kolana.
Oprócz w/w
problemów całkowity luz - nawet się dobrze nie zmęczyłem, zero zakwasów (fakt, że biegłem w iście turystycznym tempie)
Na początku standardowo stan zapalny, teraz jest już trochę lepiej , za dwa dni nie będę pewnie już tego czuł. Nic wielkiego, ale z takimi numerami nie mam szans na przyzwoity wynik na tym dystansie bo ostatnie 10 km więcej idę niż biegnę.
Co robić by uniknąć podobnych
problemów? Po prostu zwiększyć kilometraż czy skupić się nad jakimiś ekstra ćwiczeniami na nogi?